
Diesel nie zawsze jest tańszy, nawet jeśli na stacji zużywa o dwa litry paliwa mniej. Benzyna z kolei nie musi być rozsądniejsza tylko dlatego, że samochód jeździ głównie po mieście. O wyborze powinny decydować trasy, roczny przebieg, wiek auta i to, ile kosztowałby przestój w firmie.
Najczęstszy błąd? Patrzenie wyłącznie na spalanie.
Przy zakupie używanego samochodu trzeba policzyć całość: ratę leasingu, paliwo, przewidywany serwis, ubezpieczenie oraz możliwą wartość auta po zakończeniu umowy. Dopiero taki rachunek pokazuje, czy diesel czy benzyna w aucie firmowym rzeczywiście będzie korzystniejsza.
Przez lata funkcjonowała prosta zasada: diesel powyżej 20–25 tys. km rocznie, benzyna poniżej tej granicy. Nadal może być pomocna, ale traktowanie jej jak gotowej odpowiedzi prowadzi do nietrafionych zakupów.
Dwa samochody mogą przejeżdżać po 25 tys. km rocznie w zupełnie innych warunkach. Pierwszy codziennie pokonuje 100 km drogą ekspresową. Drugi wykonuje kilkanaście krótkich przejazdów po Warszawie, Krakowie albo Poznaniu, a silnik przez większość czasu nie osiąga właściwej temperatury pracy.
W pierwszym przypadku diesel ma sens. W drugim może szybko zacząć sprawiać problemy z filtrem cząstek stałych, układem EGR lub systemem SCR. Sam roczny przebieg jest więc mniej ważny niż sposób, w jaki te kilometry powstają.
Silnik wysokoprężny najlepiej czuje się na dłuższych, regularnych trasach. Przedstawiciel handlowy jeżdżący między województwami, serwisant obsługujący klientów w kilku miastach czy firma budowlana dojeżdżająca na oddalone inwestycje realnie wykorzystają jego zalety.
Dobrym przykładem jest Skoda Octavia 2.0 TDI. Przy spokojnej jeździe pozamiejskiej może zużywać około 4,5–5,5 l oleju napędowego na 100 km. Benzynowa Octavia 1.5 TSI w podobnych warunkach będzie zwykle potrzebowała około 6–7 l. Przy 35 tys. km rocznie różnica zaczyna być odczuwalna.
Podobnie wygląda sytuacja w Volkswagenie Passacie, Skodzie Superb czy dostawczym Fordzie Transit Custom. Duże nadwozie, częsta jazda z obciążeniem i długie odcinki przemawiają za dieslem. Liczy się też moment obrotowy, szczególnie gdy auto przewozi towar albo ciągnie przyczepę.
Przyjmijmy prosty przykład. Benzynowe auto zużywa średnio 8 l/100 km, a porównywalny diesel 6,5 l/100 km. Przy cenie obu paliw na poziomie 6,50 zł różnica wynosi 9,75 zł na każde 100 km.
Przy przebiegu 15 tys. km daje to około 1460 zł oszczędności rocznie. Przy 30 tys. km, około 2925 zł. Dopiero teraz można zestawić tę kwotę z różnicą w cenie zakupu, wysokości raty i potencjalnymi kosztami serwisowymi.
Jeżeli diesel jest o 10 tys. zł droższy, a samochód ma zostać w firmie tylko przez trzy lata, niższe spalanie nie musi pokryć różnicy. Sytuacja zmienia się, gdy oba auta mają zbliżoną cenę lub firma robi 40–50 tys. km rocznie.
Nie należy też przywiązywać się do danych katalogowych. Samochód dostawczy poruszający się z ładunkiem, SUV na szerokich kołach i kombi pokonujące głównie autostrady osiągną zupełnie inne wyniki. Najlepiej oprzeć kalkulację na spalaniu raportowanym przez użytkowników danego modelu i dodać niewielki margines.
Benzyna jest zazwyczaj bezpieczniejszym wyborem, gdy auto wykonuje dużo krótkich przejazdów. Dotyczy to samochodów dla handlowców działających w obrębie jednego miasta, pracowników administracyjnych, ekip technicznych obsługujących lokalne zlecenia czy właściciela firmy dojeżdżającego kilka kilometrów do biura.
W takich warunkach dobrym wyborem może być Toyota Corolla 1.6 lub 2.0, Skoda Octavia 1.5 TSI, Volkswagen Golf 1.5 TSI albo Kia Ceed 1.5 T-GDI. Benzynowy silnik szybciej osiąga temperaturę roboczą i lepiej znosi przejazdy, podczas których diesel nie miałby warunków do prawidłowego wypalenia filtra DPF.
Nie oznacza to, że benzyna jest bezobsługowa. Nowoczesne jednostki mają turbosprężarki, bezpośredni wtrysk, filtry GPF i rozbudowaną elektronikę. Konkretna wersja silnika oraz jej historia są ważniejsze niż napis na klapce wlewu paliwa.
Auto z udokumentowanymi wymianami oleju co 10–15 tys. km może być rozsądniejszym zakupem niż młodszy egzemplarz serwisowany według maksymalnych interwałów. Zwłaszcza gdy poprzedni użytkownik jeździł głównie po mieście.
W kilkuletnim dieslu największym ryzykiem nie jest sam przebieg. Bardziej niepokojący bywa brak dokumentacji, cofnięty licznik albo eksploatacja niepasująca do konstrukcji silnika.
Przed finansowaniem trzeba sprawdzić stan filtra DPF, wtryskiwaczy, turbosprężarki, zaworu EGR oraz układu SCR wykorzystującego AdBlue. Pojedyncza usterka nie musi dyskwalifikować auta, ale powinna znaleźć odzwierciedlenie w cenie. Naprawa układu wtryskowego czy wymiana elementów odpowiedzialnych za oczyszczanie spalin może pochłonąć kilka tysięcy złotych.
Jest jeszcze koszt przestoju. Jeśli samochód pracuje w serwisie terenowym i każdego dnia generuje przychód, trzy dni bez auta mogą kosztować więcej niż sama naprawa. Dlatego firma z jednym pojazdem powinna podchodzić do ryzyka ostrożniej niż flota mająca samochody zastępcze.
Z drugiej strony zadbany diesel z przebiegiem 140 tys. km, który większość życia spędził na autostradach, może być w lepszej kondycji niż egzemplarz z wynikiem 80 tys. km, użytkowany wyłącznie na krótkich odcinkach. Licznik nie opowiada całej historii.
Porównywanie napędów bez uwzględnienia ceny konkretnego egzemplarza jest czysto teoretyczne. Na rynku używanych aut zdarzają się sytuacje, w których dobrze wyposażony diesel kosztuje mniej niż benzyna z tego samego rocznika. Powód może być prosty: większa podaż samochodów poflotowych.
Może być też odwrotnie. Poszukiwany diesel z automatem i udokumentowanym serwisem trzyma cenę, podczas gdy benzynowa wersja jest wyraźnie tańsza. Różnica w racie potrafi wtedy przewyższyć miesięczne oszczędności na paliwie.
Przykład: jeśli rata diesla jest o 220 zł netto wyższa, a firma oszczędza na paliwie około 170 zł miesięcznie, wybór silnika wysokoprężnego nie broni się samym spalaniem. Trzeba jeszcze uwzględnić późniejszą odsprzedaż, zakres gwarancji i stan obu samochodów.
W leasingu operacyjnym znaczenie mają również wpłata początkowa, okres finansowania i wartość wykupu. Ten sam samochód przy umowie na 36 i 60 miesięcy będzie miał inną ratę, ale dłuższy okres oznacza też większe prawdopodobieństwo napraw wynikających z wieku oraz przebiegu.
Jeżeli samochód robi 30–40 tys. km rocznie, większość tras ma więcej niż 30 km, a auto często jedzie z obciążeniem, diesel jest naturalnym kandydatem. Nie kupowałbym go jednak bez diagnostyki i potwierdzonej historii serwisowej.
Przy przebiegu do około 15–20 tys. km, dominacji miasta i częstych postojach benzyna zwykle daje spokojniejszą eksploatację. Nawet jeśli zużyje trochę więcej paliwa.
W przedziale pomiędzy 20 a 30 tys. km nie ma automatycznej odpowiedzi. Trzeba porównać dwa konkretne egzemplarze. Rocznik, cena, rata, wyposażenie, stan techniczny i charakter tras powiedzą więcej niż ogólna opinia o danym paliwie.
Osobną kategorią są auta dostawcze. Tutaj diesel nadal często wygrywa ze względu na dostępność wersji, zasięg, moment obrotowy i pracę pod obciążeniem. Benzynowych alternatyw jest mniej, a ich spalanie z pełnym ładunkiem może szybko wzrosnąć.
W używanym aucie firmowym dobry egzemplarz jest ważniejszy niż idealna konfiguracja na papierze. Lepiej wybrać zadbaną benzynę z pełną historią niż diesla o niejasnym pochodzeniu tylko dlatego, że firma przekracza umowne 25 tys. km rocznie. I odwrotnie, regularne trasy autostradowe trudno uzasadnić benzyną spalającą o 2–3 litry więcej, jeśli diesel jest sprawdzony i kosztuje podobnie.
W Carmore możesz porównać używane samochody osobowe i dostawcze, a następnie policzyć ratę netto dla wybranej wpłaty, okresu i wykupu. Kalkulator pokaże, jak różnica w cenie auta przekłada się na miesięczny budżet. To dobry punkt wyjścia do zestawienia raty z paliwem oraz serwisem.
Jeżeli chcesz sfinansować używane auto firmowe online, jako osoba prywatna albo firma, w tym jednoosobowa działalność, skontaktuj się z doradcą Carmore. Cała procedura jest wygodna i zwykle szybsza niż standardowa ścieżka. Najpierw liczby. Potem samochód.