Powrót do bloga

Najem długoterminowy samochodu z serwisem i autem zastępczym, dla kogo się opłaca

Przeczytaj w 10 min
Škoda Octavia – auto do firmy w najmie długoterminowym

Najem długoterminowy samochodu z serwisem i autem zastępczym, dla kogo się opłaca

Stała rata, serwis organizowany przez finansującego i brak sprzedaży samochodu po zakończeniu umowy. Obietnica najmu jest prosta: jeździsz, płacisz, oddajesz auto. Nie oznacza to jednak, że finansujący bierze na siebie każdy koszt i każde ryzyko.

Najem nie jest z definicji tańszy od leasingu. Kupuje się w nim przede wszystkim przewidywalność wydatków, obsługę administracyjną i przeniesienie ryzyka wartości rezydualnej na operatora. To ma sens, gdy samochód jest narzędziem pracy i ma być wymieniany co trzy lub cztery lata. Znacznie mniej, gdy kierowca chce użytkować go przez osiem lat, robi nieprzewidywalne przebiegi albo zamierza później korzystnie sprzedać auto.

Hasło „wszystko w cenie” zawsze trzeba zestawić z tabelą opłat i warunkami umowy. Pełny pakiet może obejmować serwis, opony, ubezpieczenie oraz pojazd zastępczy. Może też zawierać jedynie przeglądy okresowe i assistance. Różnica wychodzi na jaw zwykle dopiero przy pierwszej awarii lub szkodzie.

Co faktycznie mieści się w miesięcznej racie?

Podstawą raty jest utrata wartości samochodu w okresie umowy oraz koszt finansowania. Operator bierze pod uwagę cenę auta, długość kontraktu, zakładany przebieg i przewidywaną cenę pojazdu przy zwrocie. Dlatego ta sama Skoda Octavia może kosztować inaczej przy umowie na 36 miesięcy z limitem 10 tys. km rocznie, a inaczej przy 30 tys. km.

Do części finansowej dochodzą wybrane usługi. Rata może obejmować:

  • przeglądy zgodne z harmonogramem producenta;

  • naprawy eksploatacyjne wraz z częściami i robocizną;

  • sezonową wymianę, przechowywanie i czasem zakup opon;

  • ubezpieczenie OC, AC, NNW oraz assistance;

  • zgłoszenie szkody i organizację naprawy;

  • samochód zastępczy udostępniany na zasadach zapisanych w umowie.

Słowo „może” jest tu najważniejsze. W tańszym pakiecie serwisowym klient zapłaci osobno za klocki i tarcze hamulcowe, pióra wycieraczek, geometrię zawieszenia albo uszkodzoną oponę. W szerszym pakiecie część z tych wydatków pokryje operator, ale tylko wtedy, gdy zużycie wynika z normalnej eksploatacji. Przecięta opona czy skrzywiona felga po wjechaniu w dziurę mogą zostać rozliczone jako szkoda.

Podobnie działa ubezpieczenie. Sama informacja „OC/AC w racie” nie mówi jeszcze, czy polisa przewiduje udział własny, potrącenie za kolejną szkodę albo dopłatę przy naprawie poza wskazaną siecią. Trzeba sprawdzić również sposób ustalania składki w kolejnych latach. Nie każdy abonament na auto gwarantuje jej niezmienność przez cały kontrakt.

Poza pakietem prawie zawsze pozostają paliwo, AdBlue, płyny dolewane między przeglądami, mandaty, opłaty parkingowe i autostradowe oraz mycie samochodu. To oczywiste pozycje, ale właśnie na takich drobiazgach najczęściej rozpada się założenie, że rata jest jedynym kosztem użytkowania auta.

Samochód zastępczy nie zawsze czeka od pierwszej godziny

Dla przedstawiciela handlowego, instalatora czy właściciela firmy obsługującej klientów w terenie unieruchomione auto oznacza odwołane spotkania i opóźnione zlecenia. W takim przypadku gwarancja mobilności bywa więcej warta niż 100–150 zł różnicy w miesięcznej racie.

Warunki trzeba jednak przeczytać bez skrótów. Pojazd zastępczy może przysługiwać od razu po szkodzie, dopiero po 24 godzinach postoju w warsztacie albo wyłącznie w ramach assistance po awarii na drodze. Jeden pakiet zapewni auto na cały okres naprawy, inny na trzy, pięć lub dziesięć dni. Po przekroczeniu limitu koszt wynajmu przechodzi na klienta.

Liczy się również klasa samochodu. Toyota Yaris lub Volkswagen Polo pozwolą dojechać na spotkanie, ale nie zastąpią Skody Superb dla czterech handlowców ani dostawczego Renault Mastera z zabudową. Przy autach użytkowych trzeba sprawdzić nie tylko segment, lecz także ładowność, wymiary przestrzeni ładunkowej i możliwość montażu wyposażenia roboczego.

Nie należy też mylić dwóch usług: auta zastępczego z polisy i pojazdu gwarantowanego przez operatora najmu. Pierwsze zależy od warunków ubezpieczenia oraz rodzaju zdarzenia. Drugie powinno wynikać wprost z kontraktu. Jeśli samochód ma codziennie zarabiać, zapis „pojazd w miarę dostępności” jest za słaby.

Oddajesz auto zamiast je wykupywać

Największa różnica między najmem a klasycznym leasingiem operacyjnym pojawia się na końcu umowy. W leasingu od początku ustala się wartość wykupu. Po jej zapłacie można przejąć samochód, dalej nim jeździć albo przygotować go do sprzedaży.

Najem jest skonstruowany inaczej. Po 24, 36, 48 lub 60 miesiącach pojazd wraca do finansującego. Klient płaci za użytkowanie auta i zamówione usługi, ale nie buduje własności. Operator może przedstawić ofertę sprzedaży zwracanego samochodu, lecz cena zwykle odpowiada jego aktualnej wartości rynkowej. Nie należy traktować tego jako gwarantowanego, niskiego wykupu.

To wyraźna wada dla kierowcy, który kupuje rozsądnie skonfigurowane auto i chce je użytkować przez siedem czy osiem lat. Po trzech latach samochód ma często przed sobą długi okres relatywnie taniej eksploatacji. Oddając go operatorowi, klient rezygnuje z tej korzyści.

Dla firmy wymieniającej flotę co trzy lata brak wykupu może być zaletą. Nie trzeba zamrażać kilkudziesięciu tysięcy złotych, wyceniać pojazdu, przygotowywać ogłoszeń ani odpowiadać na pytania kupujących. Operator przejmuje też ryzyko, że dany model straci na wartości szybciej, niż zakładano, na przykład po zmianie generacji, problemach z konkretnym silnikiem lub gwałtownym spadku popytu na używane diesle.

Cena za tę wygodę istnieje. Najemca nie zarobi na sytuacji odwrotnej, czyli na ponadprzeciętnie wysokiej wartości auta po zakończeniu umowy.

Rata nie pokazuje całego kosztu

Porównywanie miesięcznej raty najmu z ratą leasingu prowadzi zwykle do złego wyboru. Leasing z wysokim wykupem wygląda tanio w trakcie umowy, ale wymaga później dużej płatności. Najem może mieć wyższą ratę, za to zawierać polisę, opony i serwis.

Spójrzmy na uproszczony przykład używanej Skody Octavii Combi o wartości 120 tys. zł netto. To model obliczeniowy, nie oferta handlowa. Kwoty są podane netto; pomijamy VAT, koszty podatkowe, ewentualną prowizję za sprzedaż auta i zmianę wartości pieniądza w czasie.

Element

Najem na 36 miesięcy

Leasing z wykupem

Opłata początkowa

5 000 zł netto

15 000 zł netto

Suma rat

81 000 zł netto

64 800 zł netto

Serwis, opony i ubezpieczenie

w pakiecie

przykładowo 21 000 zł netto

Wykup

brak

30 000 zł netto

Sytuacja po umowie

zwrot auta

samochód po wykupie

Łączny wypływ wynosi w tym przykładzie 86 tys. zł netto przy najmie oraz 130,8 tys. zł netto przy leasingu, wykupie i samodzielnie opłacanej obsłudze. To jednak nie znaczy, że najem jest tańszy o 44,8 tys. zł. Leasingobiorca zostaje z samochodem.

Jeśli Octavia będzie po trzech latach warta 60 tys. zł netto, uproszczony ekonomiczny koszt leasingu spadnie do 70,8 tys. zł netto. Trzeba jeszcze uwzględnić czas potrzebny na sprzedaż, przygotowanie auta, ewentualne naprawy oraz ryzyko uzyskania niższej ceny. Najemca nie ma tych obowiązków, ale po zwrocie nie posiada żadnego aktywa.

Dlatego uczciwe porównanie musi obejmować opłatę początkową, wszystkie raty, zakres serwisu, koszt ubezpieczenia, opony, wykup oraz realną wartość samochodu po umowie. W firmie dochodzi sposób rozliczenia VAT i kosztów podatkowych. Tu nie wystarczy kalkulator raty, potrzebna jest konsultacja z księgowym, który zna formę działalności i sposób użytkowania auta.

Kiedy najem ma przewagę?

Najem najmocniej broni się tam, gdzie koszt przestoju i nieprzewidzianej naprawy jest wyższy niż potencjalny zysk ze sprzedaży samochodu. Dobrym przykładem jest handlowiec pokonujący 25–30 tys. km rocznie, firma serwisowa z kilkoma autami albo jednoosobowa działalność, w której awaria za 6–8 tys. zł potrafi rozbić miesięczny budżet.

To rozsądny wybór również dla klienta, który chce zmieniać samochód co trzy lub cztery lata, nie planuje wysokiej opłaty początkowej i nie zamierza zajmować się odsprzedażą. Rata staje się kosztem mobilności, podobnie jak czynsz za biuro. Przewidywalnym, choć nie zawsze najniższym.

Leasing częściej wygrywa, gdy klient chce zatrzymać auto po umowie, jeździ nim długo albo potrafi korzystnie sprzedać je we własnym zakresie. Dobrze utrzymana Toyota Corolla 1.8 Hybrid, Skoda Octavia 1.5 TSI czy Volkswagen Tiguan z udokumentowaną historią mogą zachować solidną wartość. W takim przypadku zwrot pojazdu oznacza rezygnację z potencjalnego zysku.

Najem słabo pasuje również do kierowcy, który nie umie przewidzieć przebiegu. Jeśli firma dziś jeździ 12 tys. km rocznie, ale za pół roku może podpisać kontrakt wymagający 40 tys. km, sztywny limit stanie się problemem. Podobnie przy intensywnej eksploatacji na budowach, częstym przewożeniu zwierząt czy użytkowaniu auta przez wielu przypadkowych kierowców. Koszty zwrotu mogą wtedy zjeść sporą część korzyści.

Limit kilometrów i rozliczenie zwrotu

Przebieg deklaruje się przed zawarciem umowy. Zaniżenie go obniża ratę, ale tylko pozornie. Jeśli kierowca wybierze 10 tys. km rocznie, a faktycznie pokonuje 25 tys., końcowe rozliczenie będzie wysokie.

Stawki za nadprzebieg w samochodach osobowych mogą wynosić od kilkudziesięciu groszy do ponad 1 zł netto za kilometr, zależnie od modelu i operatora. Przy przekroczeniu limitu o 15 tys. km i stawce 50 gr rachunek wyniesie 7,5 tys. zł netto. W aucie premium albo dostawczym koszt jednego kilometra może być wyższy.

Niedoprzejechany limit nie zawsze oznacza zwrot pieniędzy. Część umów nie przewiduje żadnego rozliczenia, inne stosują stawkę niższą niż przy nadprzebiegu. To jeden z zapisów, które trzeba sprawdzić przed podpisaniem kontraktu, a nie miesiąc przed zwrotem.

Najlepszym punktem odniesienia są faktury za paliwo, ewidencja tras i przebiegi z poprzedniego samochodu. Do wyniku dobrze dodać 10–15 proc. marginesu. Jeżeli operator dopuszcza zmianę limitu w trakcie umowy, trzeba ustalić termin, koszt aneksu i sposób przeliczenia rat.

Drugi temat to stan pojazdu przy zwrocie. Drobne odpryski na masce czy niewielkie ślady na progu mogą zostać uznane za normalne zużycie. Pęknięty zderzak, głęboka rysa przechodząca przez warstwę lakieru, rozcięta tapicerka, uszkodzona felga albo brak drugiego kluczyka będą już zwykle wycenione osobno.

Operator powinien udostępnić przewodnik zwrotu z opisem akceptowalnych uszkodzeń. Trzeba też sprawdzić, czy naliczenie opłaty opiera się na rzeczywistym koszcie naprawy, czy na cenniku i kalkulacji rzeczoznawcy. To nie zawsze ta sama kwota.

Zdjęcia wykonane przy odbiorze samochodu, protokół wyposażenia i bieżące zgłaszanie szkód ograniczają późniejsze spory. Przed zwrotem dobrze skontrolować opony, szyby, felgi, tapicerkę, liczbę kluczyków i komplet dokumentów. Tania naprawa punktowa wykonana wcześniej może kosztować kilkaset złotych. Rozliczenie tego samego uszkodzenia po zwrocie, kilka razy więcej.

Policz usługę, nie tylko finansowanie

Dobra oferta musi odpowiadać na cztery pytania: ile kilometrów rzeczywiście przejedziesz, jak długo chcesz korzystać z auta, za które elementy obsługi ma odpowiadać operator i czy po zakończeniu umowy zależy Ci na własności. Bez tych danych porównanie najmu z leasingiem jest tylko zestawieniem dwóch rat.

Przed podpisaniem kontraktu trzeba sprawdzić zakres serwisu, udział własny w szkodzie, warunki udostępnienia pojazdu zastępczego, stawkę za nadprzebieg oraz standard zwrotu. Dopiero później cenę. Najtańsza oferta z limitem 10 tys. km i zastępczym autem na trzy dni może być droższa w praktyce od wyższej raty dopasowanej do sposobu pracy firmy.

W Carmore możesz sprawdzić używane samochody od dealerów i porównać dostępne warianty finansowania online. Rata oraz zakres usług zależą od wybranego auta, okresu umowy, deklarowanego przebiegu i oceny finansowej klienta.

Sprawdź ofertę najmu i policz ratę w Carmore.

Car&More Sp. z o. o.Berry Financial Services (Polska) Sp. z o.o.Aleje Jerozolimskie 123A02-017 Warszawa

Język